Zmiany obyczajów

Sierpień 21st, 2011

Mieszkam w małym mieście, niedaleko Poznania. Z tą krainą łączone są zazwyczaj takie stereotypy: solidność, gospodarność, porządek, itp. Jednak społeczeństwo zmienia się. Obserwuję coraz częściej zjawiska i zachowania sprzeczne z wymienionymi stereotypami. Widzę coś, co można nazwać zanikiem obyczajów. Tak, właśnie zanikiem – giną stare, nie pojawiają się nowe.
Powszechną praktyką staje się trzepanie i wyrzucanie różnych śmieci z balkonów. Zanika pojęcie ciszy nocnej. „Wolnoć Tomku w swoim domku” staje się standardem. Brudzenie i drobne uszkodzenia w miejscach publicznych jest dopuszczalne. Dzieci mogą robić wszystko. Ubiór i zachowanie w czasie mszy są coraz swobodniejsze. Itd, itp.
Co jest bardzo istotne, tego typu zachowania nie spotykają się z reakcją świadków, przechodniów, sąsiadów. Zaczynają dominować postawy typu: „to nie moja sprawa”, „to sprawa służb miejskich i policji”, „sąsiedzi hałasują, więc zamknę okno”, „oni robią tak, to ja tak samo”.
Można powiedzieć, że to są drobiazgi. Ale ich narastanie stwarza nową jakość w tkance społecznej – anarchię obyczajową. Ciekawe jak to przełoży się na relację rodzice – szkoła, bo przecież autorami tych nowych zachowań i standardów są obecni lub przyszli rodzice.

Zasady jogi (i nie tylko)

Sierpień 14th, 2011

Podobają mi się zasady jogi i zasady OK (ocenianie kształtujące). Sprzyjają aktywności, odpowiedzialności i samodzielności uczniów w procesie edukacji. Kształtują nie tylko ucznia, ale również nauczyciela.
Lekcje jogi są zespołowe. Wszyscy ćwiczą to samo, ale „po swojemu”, w miarę swoich możliwości. Nauczyciel jest bardzo aktywny, ćwiczy razem z uczniami, podchodzi do nich, wspiera, mobilizuje i koryguje. Nigdy nie krytykuje i nie chwali. W jodze nie ma rankingu ani lepszych lub gorszych, silniejszych lub słabszych. Nauczyciel zawsze jest pogodny i cierpliwy, chociaż kursanci bywają czasem niezdyscyplinowani (gadają). Nauczyciel zna silne i słabe strony swoich podopiecznych, np. dla osób ze słabymi nadgarstkami ma inne ćwiczenia, niż dla „silnych”. W jodze są ćwiczenia w parach, które wymagają wzajemnego zaufania, współpracy i wsparcia.
Ćwiczenia jogi są trudne, męczące, bolesne, a mimo to, dają uczniom i nauczycielowi dużo zadowolenia i satysfakcji.
Są dwie możliwości:
- takie są zasady i praktyka jogi, bo tacy są jej nauczyciele
- tak działają nauczyciele jogi, bo takie są jej zasady
Zdecydowanie przychylam się do drugiej tezy. Uważam, że to samo dotyczy szkoły.

Rozmowa, czyli m+s

Sierpień 14th, 2011

Co to jest m+s w tytule ? To przypomnienie, że na rozmowę składają się dwie czynności: mówienie i słuchanie. Czy coraz bardziej brakuje nam czasu na rozmowę, coraz bardziej za nią tęsknimy ? Nie, my tęsknimy za wysłuchaniem. – Jesteś wspaniałym rozmówcą, tyle mogłem ci opowiedzieć i wygadać się. Ile razy mówimy do spotkanej osoby: – musimy umówić się żeby pogadać. Chyba prawdziwiej byłoby: – musimy umówić się żeby wysłuchać się.
Mamy bardzo dużo powiedzenia, ale czy równie dużo mamy do posłuchania ?
Okazuje się, że zdolność do słuchania to duża umiejętność i zaleta. Można i warto uczyć się jej. Rzadko rozmawiamy, dlatego bywa, że rozmowa nabiera charakteru przepychanki słownej. Każdy z rozmówców chce powiedzieć jak najwięcej.
Tak trudno spotkać się nam żeby porozmawiać i posłuchać siebie. Widać to w internecie. Coraz więcej ludzi snuje swoje opowieści na swoich blogach, facebooku, itp. Zamiast rozmowy – monolog.
Szkoło, ucz ludzi rozmawiania ! Szkoło, daj ludziom okazję do rozmowy !

Priorytety, czyli fantazja nr 4.

Lipiec 26th, 2011

Pani z telewizji rozmawia z młodym projektantem mody. Na koniec życzy mu sukcesów i pieniędzy „bo przecież to co robi powinno przynieść duże pieniądze”. Na twarzy projektanta zażenowanie. „Ja zajmuję się tworzeniem, to jest moja pasja. … no tak, owszem, to wiąże się z pieniędzmi – taktownie zakończył gość.”
Tematy „jak się zdobywa wielkie pieniądze”, „jak bogaci osiągnęli swój sukces” ciągle wracają w mediach. I zawsze jest jedna i ta sama odpowiedź kolejnych milionerów: pieniądze nigdy nie były moim priorytetem, dla mnie najważniejsza była wizja, entuzjazm i aktywność. Pieniądze były tylko efektem pasji tworzenia i działania, nigdy nie były celem nadrzędnym.
Widzę, że wielu ludzie tego nie rozumie, nie wierzy tym odpowiedziom. Na przykład mówią: postaram się zrobić duże pieniądze na …, albo: mój cel to osiągnąć sukces w …, wszystko robię aby osiągnąć ten cel, ale nie wychodzi mi.
A jakie priorytety rządzą szkołą ?
Ja chciałbym żeby system edukacji dał mi możliwość wyboru szkoły, kierującej się jedną z dwóch różnych hierarchii priorytetów:
- wyniki, metody i narzędzia, cele, zasady
lub
- zasady, cele, metody i narzędzia, wyniki
Ja chciałbym dla moich dzieci szkoły przygotowującej do sukcesów.

Sukces wychowawczy

Lipiec 15th, 2011

Zazwyczaj, chcąc nauczyć odpowiednich zachowań, rodzice, dziadkowie, ciocie, wujkowie, mówią dziecku: tak jest dobrze – a tak jest źle. Każdy stara się dobrze zaprogramować dziecko.
Niedawno byłem świadkiem rozmowy sześcioletniego wnuczka z dziadkiem.
- Dziadku, ja chcę loda.
- Powiedz inaczej.
- Poproszę loda.
- Świetnie.
- Wiem, u was są inne zasady niż u nas. Mama pozwala mi mówić „ja chcę”, a wy macie zwyczaj mówić „poproszę”.

Egzamin dojrzałości ?

Lipiec 10th, 2011

Nazywanie matury egzaminem dojrzałości, to kpina. Człowiek kierowany i dążący ku dojrzałości powinien być zainteresowany rozwijaniem takich cech, umiejętności, nawyków i postaw:
- samodzielne myślenie
- dokonywanie wyborów i podejmowanie decyzji
- odpowiedzialność
- odwaga w wyrażaniu swoich poglądów i w działaniu
- umiejętność chodzenie pod prąd
- skłonność do autorefleksji
- umiejętność komunikacji werbalnej i niewerbalnej
- nawyki świadomego okazywania szacunku (dawniej: kultura osobista)
- umiejętność słuchanie i wczuwania się
- ciągła gotowość do aktywności, współuczestnictwa i współpracy
- posiadanie zasad i umiejętność odnoszenia się do nich
- nawyki: niedowierzania, wątpienia, sprawdzania, próbowania, dopytywania, upewniania się, szukania drugiego dna
- umiejętność prowadzenia dialogu i rozwiązywania konfliktów
Człowiek dojrzały nie musi posiadać wielkich zasobów wiedzy, nie musi być omnibusem. Nie musi być doskonale nauczony polskiego, matematyki, historii. Człowiek dojrzały jest dobrze nauczony jak ma uczyć się, jak zdobywać potrzebną wiedzę, jak ją selekcjonować, przyswajać i przetwarzać. Człowiek dojrzały nie boi się nauki i wiedzy, bo uczył się również o polskim, o matematyce, o historii. Rozumie do czego służy biologia i fizyka, jakie korzyści może jemu przynieść zajęcie się chemią lub geografią. Rozumie na czym polegają metody naukowe, co to jest wiedza naukowa i czym różni się od potocznej. Człowiek dojrzały nie boi się wiedzy i nauki, umie uczyć się, więc po maturze potrafi gwałtownie przyspieszyć i pogłębić swoją edukację w wybranych dziedzinach. Szybko staje się profesjonalnym studentem, a potem pracownikiem. Dzięki nabytym nawykom i postawom, potrafi szukać swojego miejsca wśród ludzi, w rodzinie, w pracy. Jest jako-tako przygotowany do aktywnego udziału w procesie zwanym życiem.
[ W tym miejscu proszę wrażliwych czytelników o zakończenie czytania. Ciąg dalszy jest przeznaczony tylko dla dorosłych, odpornych i twardych, jest niezgodny z zasadami szacunku i dialogu]
Na określenie ludzi pozbawionych wyżej opisanych cech i umiejętności, używa się różnych brzydkich określeń: toporny, tępak, toksyczny, niedorozwinięty, etc. Kształtowanie wspomnianych postaw i nawyków nie mieści się centralnym obszarze zainteresowań naszego systemu edukacji. Wyjątkiem są pojedyncze szkoły lub nauczyciele-pasjonaci – chwała im za to ! Cały proces edukacji jest nastawiony na przekazywanie wiedzy i sprawdzanie ucznia. Ukoronowaniem jest matura. Dlatego mamy tak wielu decydentów, dyrektorów, dziennikarzy, lekarzy, nauczycieli, polityków, prawników, prezesów, profesorów, … , których działania mają znamiona toporności, tępoty, toksyczności, niedorozwoju, etc. Renomowane licea przodują w produkcji doskonale wykształconych, obdarzonych wielką wiedzą tępaków. Ja też byłem takim produktem.

Nadzieja

Lipiec 2nd, 2011

Widziałem niezwykłą szkołę. Dyrekcja i nauczyciele są pełni entuzjazmu. Chętnie i systematycznie rozmawiają ze sobą o sprawach zawodowych. Potrafią komunikować się, prowadzić dialog, słuchać siebie nawzajem i wspierać, są przy tym bardzo życzliwi. Są pozytywnie nastawieni do nowych pomysłów, do udoskonalania warsztatu pracy. Mówią: dotychczas dominował model nauczyciela indywidualisty – dość samotności nauczyciela, my stawiamy na współpracę.
Uczniowie w tej szkole mają lepszą motywację do nauki, są bardziej zaangażowani, odpowiedzialni i mają więcej odwagi, potrafią współpracować ze sobą. Stuprocentowa aktywność na lekcji jest standardem.
Wspaniali ludzie, wspaniała szkoła !

Szkoła w okopach (3). Wolność wyboru.

Czerwiec 22nd, 2011

System edukacji to olbrzymia i najważniejsza organizacja, która oddziałuje na charakter, postawy, nawyki, sposoby komunikacji i poglądy człowieka w kluczowym okresie jego życia. Pytanie: które dziedziny życia mają najistotniejszy wpływ na funkcjonowanie oświaty ? Odpowiedź: wszystkie. Szkoła jest wiernym odbiciem społeczeństwa. Jakie społeczeństwo – taka oświata. Czy można odwrócić to stwierdzenie: jaka oświata – takie społeczeństwo ? Spośród wszystkich instytucji, trzy wyróżniają się największą intensywnością oddziaływania na człowieka: rodzina, szkoła i państwo. Każdy obywatel jest silnie związany z systemem edukacji przez wiele lat swego życia – najpierw osobiście, a później poprzez swoje dziecko. Można by powiedzieć, że jesteśmy więźniami oświaty, tak jak i państwa. Ale jesteśmy także twórcami państwa i oświaty. Właśnie, w jakim stopniu, my Polacy, czujemy się twórcami i aktywnymi uczestnikami państwa, a w nim, procesu edukacji naszych dzieci, a w jakim „niewolnikami”, podporządkowanymi wykonawcami, biernymi elementami systemu ? Idąc głębiej, w jakim stopniu młody człowiek jest podmiotem, twórcą i aktywnym uczestnikiem swojego (!) procesu edukacji, a w jakim bardzo cennym i docenianym przedmiotem, który należy dobrze ukształtować, sprawdzić i ocenić ? Edukacja – to jest coś, co robi się dzieciom, czy coś, co robi się z dziećmi ?

Szkoła powinna być wiernym odbiciem społeczeństwa, a zarazem aktywnym uczestnikiem jego rozwoju. Niestety, tak nie jest. Mamy do czynienia z niepokojącym zjawiskiem: kierunki rozwoju rozchodzą się, nie są zbieżne, bywają sprzeczne. Szkoła jest za mało elastyczna, ma olbrzymie problemy z dostosowaniem swoich działań do szybko zmieniającego się świata. W największym skrócie, nazwałbym ten problem oświaty „kłopoty z wolnością”. W ciągu kilkudziesięciu lat nastąpiły olbrzymie zmiany w stylu życia. Wszyscy jesteśmy ich świadkami i uczestnikami, beneficjentami i „ofiarami”. Dynamiczne zmiany dokonały się i ciągle dokonują na naszych oczach, w takich obszarach jak: normy społeczne, obyczaje, swobody i prawa obywatelskie, szeroko rozumiana komunikacja i informacja, kultura, konsumpcja, rynek pracy. Tendencje tych zmian można podsumować następująco: więcej możliwości, więcej swobody, więcej wolności. Mamy więcej możliwości, ale to pociąga za sobą nowe wyzwania i problemy dla jednostki i społeczeństwa. Szkoła mogłaby być świetnym miejscem diagnozowania i eksponowania owych problemów, miejscem przygotowującym młodego człowieka do życia w społeczeństwie dynamicznie zmieniających się norm, wyzwań i możliwości. Jeśli przyjąć, że zakres wolności i poziom chaosu są do siebie wprost proporcjonalne, to jednym z najważniejszych celów szkoły, powinno być kierowanie człowieka w stronę ładu.
Niestety, moja konstatacja, być może fałszywa, jest smutna: nasza szkoła pogłębia chaos w znacznym stopniu.
Szkoła mogłaby pokazywać warunki brzegowe, różnorodność i możliwości wyboru, dylematy i spory, przyczyny i skutki, niebezpieczeństwa i patologie, korzyści i koszty w różnych dziedzinach życia. To wymagałoby innej „mentalności” systemu edukacji, innego spojrzenia na wiedzę o świecie.
Oto, w wielkim skrócie, kilka szkolnych przykładów edukacji do życia w świecie chaosu, wolności wyboru i odpowiedzialności.
Obyczaje
Warunki brzegowe: pełna dowolność – podporządkowanie normom.
Dawniej zachowanie człowieka było podporządkowane wyraźnym regułom i normom społecznym, które w ostatnich czasach ulegają zatarciu. Teraz ty sam możesz zastanawiać się i decydować jakie normy przyjmiesz, a jakie odrzucisz, jak możesz lub powinieneś zachować się.
Oferta mediów
Warunki brzegowe: biorę to co dają i co lubię – zastanawiam się, oceniam wartość, poszukuję i wybieram.
Zastanów się czy to, co oglądasz, słuchasz, czytasz wybrałeś świadomie, czy dałeś sobie narzucić ? Czym kierujesz się przy wyborze ? Jak to robią inni ? Jak odbierać informacje płynące z mediów ?
Czas wolny
Warunki brzegowe: bierny relaks i rozrywka – aktywność i rozwój osobisty.
Sprawdzajmy jakie mamy możliwości, jak robią to inni i co z tego wynika. Co z wakacjami ?
Język
Warunki brzegowe: mówię tak jak inni – mówię swoim językiem.
W jakim stopniu panujesz nad tym co i jak mówisz ? Próbujemy różnych form przekazu werbalnego i niewerbalnego. Jak robią to inni ?
Kultura i sztuka
Warunki brzegowe: kultura jest dodatkiem – jest fundamentem życia.
Jak można korzystać z dóbr kultury ? Dlaczego ja uwielbiam operę, a ty nie znosisz ? Dlaczego ty połykasz literaturę fantasy, a ja po kilku stronach mam dość ? Dlaczego ludzie wartościują dzieła ? Czy takie pojęcia jak piękno i arcydzieło mają sens ?
Konflikt
Warunki brzegowe: konflikty są złe, należy zapobiegać, unikać, łagodzić – są podstawowym składnikiem życia, należy eksponować, omawiać, rozwiązywać.
Pokażemy tobie, że nie należy bać się różnicy poglądów, postaw i zachowań. Różnice, spory i konflikty mogą być pożyteczne.
Palenie papierosów
Warunki brzegowe: palę – nie palę.
Szkoła stara się propagować niepalenie. Skuteczność jest słaba – pisał o tym Witold Kołodziejczyk: „Bezsilność kampanii antynikotynowych”. Do kampanii informacyjnej i propagandowej warto dodać paradygmat wyboru: palenie to twój wybór, twoja decyzja. Opowiadajmy o naszych wyborach i decyzjach. Masz 16 lat – jaką decyzję podjąłeś, czym kierowałeś się ? Zamiast ścigać i karać młodych palaczy – pozwolić im mówić, wysłuchać ich.

Dla milionów ludzi, szkoła może być pierwszą i jedyną okazją do zetknięcia się z bogactwem dziedzictwa materialnego i duchowego cywilizacji, z różnorodnością postaw i poglądów, z prowadzeniem rozważań, dialogu i sporów w atmosferze szacunku, z wyrażaniem wątpliwości, zdziwienia, zachwytu lub dezaprobaty, z aktywnością osobistą i obywatelską. Po szkole taka okazja może już się nie trafić – pozostanie model: praca, zakupy, telewizja, raz w roku plaża, narzekanie na polityków, kibicowanie i milczenie na wywiadówkach.
Szkoła programująca ucznia, nakazująca, wymagająca, testująca, oceniająca i selekcjonująca – czy szkoła prezentująca możliwości i wątpliwości, aktywizująca, zachęcająca i zmuszająca do wybierania, ucząca dialogu, doceniająca ? Nauczyciel dyrygent, nadzorca i egzekutor – czy przewodnik, doradca, trener, mentor ? Który kierunek wybierzemy ?Jeśli chcemy, żeby nasz następca pięknie latał, to uczmy go nie tylko budowy i zasad działania mechanizmów samolotu – uczmy go również samodzielnego latania.

Szkoła w okopach (2). Mit wykształcenia.

Czerwiec 12th, 2011

Szkoła prowadzi uczniów pod prąd, niezgodnie z najważniejszymi kierunkami rozwoju nauki, techniki, demokracji, ekonomi, kultury, sztuki – niezgodnie z wymaganiami i potrzebami współczesności i najbliższej przyszłości. W części pierwszej „Szkoły w okopach” zawarłem apel o nie zapychanie mózgu ucznia. Zamiast uczenia pamięciowego, uczyć człowieka sposobów korzystania z gigantycznych zasobów pamięci konwencjonalnych i cyfrowych. Wykorzystać wiedzę zawartą w książkach, bazach danych, Internecie.
Ale bądźmy ostrożni i nie wylewajmy dziecka z kąpielą. Absolwenci naszych szkół powinni jednak coś wiedzieć. „Obowiązek szkolny to relacja zachodząca między państwem a obywatelem. Jej celem jest uzyskanie przez obywatela odpowiedniego poziomu wiedzy.” Odpowiedni poziom wiedzy to wykształcenie. Nasza edukacja jest zbudowana na micie wykształcenia. Człowiek wszechstronnie wykształcony – ideał, którego ucieleśnieniem jest przedwojenny inteligent (co ciekawe, kojarzony raczej z jedną płcią). Przeciwieństwem jest człowiek niewykształcony lub słabo wykształcony, niedouczony. W myśl tego modelu, uczeń powinien zdobywać najwyższe oceny z wszystkich przedmiotów, zdać maturę jak najlepiej i ukończyć jakieś studia. Miarą sukcesu młodego człowieka jest poziom jego wykształcenia, a miarą wykształcenia jest ilość szkół, które ukończył i średnia ocen. Mamy tu do czynienia z kodem kulturowym, który wywodzi się z dalekiej przeszłości i staję się coraz bardziej anachroniczny, a nawet szkodliwy.
Oto uproszczona lista „szkód”. System skoncentrowany na ocenianiu poziomu wiedzy wprowadza wyraźny podział na uczniów lepszych i gorszych. To z kolei, stanowi pożywkę podtrzymującą anachroniczne podziały i antagonizmy w społeczeństwie „dorosłych”: wykształceni – niewykształceni, lepsi – gorsi, ważniejsi – mniej ważni. Jak często mówimy naszym dzieciom: staraj się żeby zostać lekarzem, inżynierem, prawnikiem, a jak ci się nie powiedzie to zostaniesz piekarzem, fryzjerem lub mechanikiem. Tak jakby życie było wyborem zero-jedynkowym: sukces albo porażka. Szkoła w okopach nie przyjmuje do wiadomości, że piekarz, fryzjer i mechanik, nie mając wszechstronnego wykształcenia i wysokiej średniej, mogą być tak samo pożyteczni dla społeczeństwa oraz wieść szczęśliwe i wartościowe życie, jak lekarz, inżynier czy prawnik. Fryzjer może być mistrzem w swoim fachu, cieszyć się dużym wzięciem wśród klientów i wysokimi dochodami, działać aktywnie w jakiejś NGO, uprawiać ogród lub fotografię, pasjonować się hokejem lub operą. Paradoksalnie, paradygmat wszechstronnego wykształcenia opartego na wiedzy, hamuje i niszczy wszystkich uczniów – słabsi nie są w stanie sprostać wymaganiom, silniejsi nie mają okazji do optymalnego rozwoju swoich uzdolnień. Presja na maturę i studia wyższe powoduje ich deprecjację. Spada ranga uczelni i wykształcenia zwanego wyższym. Młody człowiek kształci się po maturze dalej, bo tak trzeba, bo nie ma innego wyjścia. Efektem są dobrze wykształceni bezrobotni, których rozmowa z potencjalnym pracodawcą może wyglądać tak:
– Z czym przychodzisz ? – Z piątkami. – Co potrafisz ? – Dobrze zaliczam testy. Mimo, a może z powodu, boomu edukacyjnego, ciągle słychać narzekania na obniżanie się poziomu nie tylko wiedzy „szkolnej” absolwentów, ale również ogólnej orientacji w otaczającej rzeczywistości, umiejętności komunikacji, kultury osobistej, zdolności do współdziałania, itd., itp.

Zatem zapytajmy: jak wyprowadzić szkołę z okopów i w którą stronę ją skierować ? Wydaje się, że odpowiedź znamy: zmienić paradygmaty oświaty powszechnej.
Dotychczasowy system edukacji zbudowany jest na następujących założeniach:
- Wszyscy ludzie otrzymują od szkoły ten sam, jednorodny zasób wiedzy do opanowania.
- Wiedza podzielona jest na obszary, zwane przedmiotami, zgodnie z tradycją akademicką.
- Co 45 minut, każdy mózg, niezależnie od swoich właściwości, musi przeskakiwać do innego obszaru.
- Szkoła ocenia poziom opanowania wiedzy każdego ucznia, w każdym z obszarów. Uzyskane oceny są najważniejszym wyznacznikiem efektów pracy ucznia, nauczyciela i szkoły.
Taki model, który został ukształtowany w XIX wieku, coraz bardziej rozmija się z rzeczywistymi potrzebami współczesnego człowieka i społeczeństwa.
To stwierdzenie stało się już oklepanym banałem: szkoła przestała być najważniejszym źródłem informacji o świecie, szczególnie tych o charakterze faktograficzno-encyklopedycznym. Ale mamy do czynienia z paradoksem: szkoła okopała się pod sztandarem z napisem „my damy tobie najlepszą wiedzę i najlepiej ciebie ocenimy”. Bo rzeczywiście tak dawniej było – szkoła miała niemalże monopol na wiedzę. Gwałtowny rozwój nośników informacji, jakimi są książki, prasa, radio, telewizja, Internet i cyfrowe bazy danych przełamały ten monopol już dawno. Dlatego szkoła powinna radykalnie zmienić swoją funkcję przekaźnika wiedzy: z co – na jak i po co, z ucz się i zdawaj – na wybieraj i działaj.
Matematyka – bywa ciekawa; pozwolić iść utalentowanym daleko i wysoko, a słabym powoli, czasem niech nawet podrepczą w miejscu.
Fizyka, chemia, biologia – bywają fascynujące. Jak wyżej. Zamiast „pędzić z materiałem”, skupić się na dokładnym pokazaniu na czym polegają metody, eksperymenty, weryfikacje hipotez, modele, teorie naukowe. Ukazać różnice między wiedzą naukową i nienaukową. Przedstawiać nie tylko obszary wiedzy, ale także jej granice, pytania i wątpliwości, przedmioty sporów. Biologia, to nauka również o twoim ciele.
Nauka o języku polskim. Nudna gramatyka może być bardzo ciekawa. Jak wyżej. Ty tworzysz swój język, twój język określa ciebie.
Nauka o literaturze. Tu widzę jeden z największych paradoksów oświatowych: szkoła zabija chęć do czytania. Poznawaniu literatury oraz innych dziedzin sztuki i kultury powinny towarzyszyć emocje, fascynacje, wątpliwości, spory i dyskusje. Bez tych czynników nauka „polskiego” staje się tylko nudnym obowiązkiem Szkoła nie jest w stanie „obsłużyć” tak ogromnego obszaru zgodnie z tradycyjnym schematem. Najważniejszym zadaniem szkoły na tym polu w XXI wieku jest pokazanie człowiekowi jak ogromna jest różnorodność szeroko pojętej kultury materialnej i duchowej, jak wielkie możliwości wyboru ma każdy nas. Co wybierasz i jakie to ma dla ciebie znaczenie – to powinno być przedmiotem rozważań na lekcjach nazywanych obecnie „język polski”. Nie przeczytałeś „Chłopów” bo nudne ? Trudno, nie ma tragedii. Zatem teraz posłuchaj tych, którzy przeczytali. Niech opowiedzą co ich zafascynowało. Następnym razem ty opowiesz o książce, która nie była dla ciebie nudna.
To tylko kilka przykładów przesunięcia paradygmatów. I jeszcze jeden, dotyczący edukacji w każdym obszarze: pokazywanie pożytków z wiedzy, a więc nie tylko nauka matematyki, historii, geografii, ale także nauka o matematyce, o fizyce, o geografii. Zapytajmy obecnych uczniów: po co uczysz się, do czego przydaje się ta biologia lub fizyka ? Co odpowiedzą ?
Wydaje się, że przed nami zmiana lub przesunięcie paradygmatów edukacji: konieczność – możliwość, przymus – wybór, uczyć się – działać, wiedzieć – poszukiwać. Pozostaje zapytać: jak wyjdziemy z okopów – wszyscy jednocześnie, czy „kto pierwszy ten lepszy” ?

Szkoła w okopach (1). Przedstaw szybko co zapamiętałeś.

Maj 29th, 2011

Na naszych oczach dokonuje się największa rewolucja w technologiczna i kulturowa w dziejach cywilizacji. Wszyscy jesteśmy jej uczestnikami, beneficjentami i ofiarami. Bo, jak każda rewolucja, przynosi ze sobą korzyści, usuwa dotychczasowe bariery, stwarza nowe możliwości , budzi wielkie nadzieje. A z drugiej strony, towarzyszą jej wątpliwości, obawy i lęki, straty, konflikty, rodzi nowe problemy i trudności. Wszyscy korzystamy z jej osiągnięć – jako jednostki i jako zbiorowości (rodziny, instytucje, pracownicy i pracodawcy, państwo). Mamy do czynienia z paradoksalną sytuacją: szkoła broni się przed trwającą rewolucją, nie potrafi dostosować się do jej osiągnięć, wymagań i skutków ubocznych, nie stara się wpływać na nią, w niewielkim stopni korzysta z jej dobrodziejstw. Szkoła prowadzi uczniów pod prąd, niezgodnie z najważniejszymi kierunkami rozwoju nauki, techniki, demokracji, ekonomi, kultury, sztuki – niezgodnie z wymaganiami i potrzebami współczesności i najbliższej przyszłości.
W tym miejscu należałoby zapytać o przyczyny i skutki tej sytuacji, oraz o drogi wyjścia z kryzysu. Przyjrzyjmy się najważniejszej (?) czynności szkolnej, którą w największym skrócie obrazuje czasownik „uczyć”. Tę czynność rozłóżmy ma trzy elementy: po co + co + jak ?
Hipoteza: podstawowym celem szkoły jest przygotowanie człowieka do udziału konkursach typu „Jeden z dziesięciu” (bardzo lubię i cenię sobie ten teleturniej, jedyny jaki nie budzi u mnie negatywnych emocji). Uczestnik tego teleturnieju prezentuje wiedzę zawartą w swojej pamięci, a na rozpoczęcie odpowiedzi ma trzy sekundy. To jest model idealnego ucznia. Przepraszam za szczyptę ironii: uczestnicy „Jeden z dziesięciu” spełniają wymagania na wzorowego ucznia nie tylko w zakresie wiedzy – są schludnie ubrani, grzeczni, nie wiercą się, nie rozmawiają ze sobą i nie zadają pytań.
Podsumowując:
- co jest sukcesem szkoły i ucznia, kiedy nauczyciel odczuwa satysfakcję ze swojej pracy, co ma być osiągnięciem i radością dla ucznia ?
- odpowiedź podstawowa: gdy uczeń, posługując się tylko i wyłącznie swoją pamięcią, zaprezentuje jej zawartość zgodnie z wymaganiami szkoły i w z góry określonym czasie.
Na naszych oczach pęcznieją cyfrowe nośniki i zasoby pamięci, w skali globalnej – Internet, bazy danych, telewizja, oraz indywidualnej – komputery osobiste, karty pamięci, itp. Dostęp do informacji jest błyskawiczny, szybkość przetwarzania i odtwarzania (!) już dawno przerosły możliwości naszego mózgu. Mamy do czynienia z nowymi kłopotami: nadmiar bodźców, co wybrać, jak poruszać się w gąszczu, jak porozumiewać się, co zachować – co ‘zdelejtować’. Narodził się nowy problem, zadanie, cel dla szkoły – cel, którego szkoła stara się nie zauważać, problem, który zamiatany jest z roku na rok pod dywan, dla następnego pokolenia. W największym skrócie, tym nowym celem jest:
nauczyć posługiwania się zasobami pamięci cyfrowych. Tym samym, odciążyć mózg ucznia, zwolnić w nim miejsce na „rzeczy” bardziej przydatne niż wiedza „teleturniejowa”. Przesunąć paradygmat oświatowy z ‘wiedzieć’ w kierunku: ‘działać-komunikować-czuć’. Obecny model edukacji, oparty na egzekwowaniu wiedzy pamięciowej, wytycza przed uczniem drogę poprzez pole minowe. Młody człowiek co chwilę musi pokazywać co zapakował do swojej pamięci, a nauczyciel „pomaga” mu w tym, starając się przyłapać go na niewiedzy – http://mojaosswiata.wordpress.com/. Spójrzmy wstecz – przecież prawie każdy z nas nie nauczył się na piątkę, czwórka to nieudana próba zdobycia piątki. Każdy, kto jest lub był nauczycielem, wspomina uczniów, o których mówi(ł): on nie jest w stanie nauczyć się tego. A mimo tego musi starać się, nie może korzystać nawet z własnych notatek i musi odpowiadać szybko. Tradycyjne uczenie się pamięciowe wszystkiego, to droga od porażki do porażki, jest nieefektywne i, co najważniejsze, niepotrzebne nikomu. Powołuję na świadka:
Marzena Żylińska http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1504&Itemid=1
Uwolnić umysły, talenty i pasje. Tak jak nasi przodkowie uwolnili ręce. Nasza szkoła kojarzy mi się ze stadem jakichś hominidów, w którym rodzice ‘mówią’ młodym: nie wolno wam tak często stawać na tylnych łapach, musicie chodzić na czterech, taka jest tradycja.
W tym momencie czytelnik mógłby zapytać: i co dalej, na jakie pytanie szukasz odpowiedzi, jaki problem chcesz rozwiązać ? Przecież to wszystko już wiemy. Jutro pójdziemy do szkoły, która będzie taka jak wczoraj. Co zrobić żeby nastąpił taki dzień, w którym będziemy mogli powiedzieć: dzisiaj jest inna ? Jak dotychczas, spotykam się tylko z jedną, konkretną odpowiedzią: robić swoje i czekać. Chciałbym nieśmiało zaproponować, aby zrobić coś więcej, pójść nieco dalej, przejść do większej aktywności. Joanna Nowacka pisze w http://www.edunews.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1505&Itemid=1 : „Szkoła przyszłości. Dziś kładziemy jej podwaliny”. My, to znaczy kto ? Bo jeżeli my wszyscy – to znaczy, że nikt. Zatem kto ? Wielu nauczycieli widzi potrzebę nowej szkoły, ale są bezradni. W środowiskach akademickich i wśród ekspertów istnieje świadomość konieczności rewolucyjnych zmian w oświacie, ale brakuje z tej strony zdecydowanych działań. Eksperci + zwykli-niezwykli nauczyciele, to jest grupa, która może-i-musi zainicjować szkołę przyszłości teraz (!). Kto ma większe możliwości uruchomienia procesu przemian – nauczyciele, czy profesorowie ? Niezależnie od odpowiedzi, bez aktywności, współpracy i entuzjazmu tych obu środowisk, możemy liczyć tylko na cud lub dyrektywy z UE. Na przykład na dyrektywę nakazującą likwidację monopolu w oświacie.
Na zakończenie dwa przykłady działań rewolucyjnych. Jeden – bardzo przyziemny, nie wymagający żadnych technologii i narzędzi IT. Temat z matematyki: rozwiązywanie nierówności kwadratowych. Zazwyczaj kilku uczniów brnie przez to zagadnienie w wielkich bólach. Mimo tego, muszą zaliczyć sprawdzian tak jak wszyscy: z pamięci i szybko. A gdyby pozwolić im korzystać przy odpowiedzi lub na sprawdzianie z własnych notatek, ściąg, zeszytu, książki, … ? Jaki byłby bilans zysków i kosztów, korzyści i strat ? Drugi przykład – z zakresu fantazji (i tu dygresja: w jakim stopniu szkoła pobudza, a w jakim hamuje fantazję dziecka=ucznia=człowieka ?). W jednym z województw dokonujemy rewolucji: zezwalamy uczniom na korzystanie z „wszystkiego”, łącznie z internetem. Na lekcjach, sprawdzianach, testach i egzaminach – pod kierunkiem nauczyciela. Ocenie podlegają nie tylko wiedza i umiejętności „zawarte” w głowie ucznia, ale także jak potrafi korzystać ze źródeł wiedzy. Matura może być, ale nie musi. Jeśli tak, to „bardzo dobrowolna” i „niejednakowa”. Następnie sprawdzajmy jaki są efekty. Czy w wyniku takiej edukacji uczniowie, absolwenci, studenci, pracownicy i obywatele są gorsi, czy lepsi od konwencjonalnych ?
Zacznijmy zmieniać oświatę jak najszybciej. Niechaj każdemu kto pracuje w szkole i dla szkoły ciągle towarzyszą trzy pytania: po co + co + jak ?
P.S.
Ten tekst pisałem kilka godzin. Kilkakrotnie zaglądałem do internetu, jeden raz skorzystałem z książki. Na jaką ocenę zasłużyłem ?

Szkoła bez … sukcesów.

Maj 22nd, 2011

Hipoteza.
Większość uczniów idzie drogą od porażki do porażki. System nauczania i oceniania pozawala na sukcesy tylko wąskiej grupie.
Uzasadnienie.
Edukacja szkolna oparta jest na kilku zasadach:
- zbiór informacji i umiejętności zorganizowany w postaci porcji
- wszyscy uczniowie, niezależnie od predyspozycji, mają za zadanie opanować porcję, w tym samym miejscu i czasie, w stopniu maksymalnym
- wszyscy uczniowie są sprawdzani w jakim stopniu ową porcję opanowali, przy czym mogą posługiwać się tylko swoją pamięcią
- każdy sprawdzany jest obowiązkowo, tak samo, w tym samym terminie.
- czas sprawdzania jest jednakowy dla wszystkich, przy tym istotnym elementem jest szybkość, tzn. kto odtwarza, myśli i pisze szybko, jest lepszy od tego, kto wykonuje te czynności wolniej
- wynikiem sprawdzania są oceny w skali od 1 do 6
Celem, marzeniem, szczęściem nauczyciela i całego systemu jest, aby maksymalna liczba uczniów opanowywała w maksymalnym stopniu kolejne porcje. W praktyce sprowadza się do postulatu: jak najlepsze oceny, jak najwyższa średnia. Nauczyciele ciężko pracują, stosują różne metody, czasem starają się wywierać presję na uczniów, aby efekty były jak najlepsze. Co pokazują nasze wieloletnie doświadczenia ? Pokazują, że efekty są ciągle podobne. Zazwyczaj kilku, ciągle tych samych (!) uczniów w klasie spełnia oczekiwania, czyli zdobywają standardowo czwórki i piątki. Wśród pozostałych można wyróżnić dwie grupy. Jedna, zazwyczaj najliczniejsza, grupa to uczniowie, którzy jakoś dają sobie radę z porcjami, ale z biegiem lat ich średnia ocena raczej spada. I ostatnia grupa to kilku uczniów, którzy ciągle mają olbrzymie kłopoty z przyswajanie porcji i zaliczaniem sprawdzianów-testów. Już w starszych klasach szkoły podstawowej uczniowie obserwują opisane zjawiska i zauważają prawidłowości. Stopniowo i coraz głębiej utrwala się w umysłach uczniów przekonanie, oparte na faktach, że tylko Jaś, Ewa, Roman i Ania potrafią radzić sobie z porcjami. Pozostali nigdy im nie dorównają, bo nie są w stanie opanować kolejnych porcji w wymaganym procencie. U większości uczniów=ludzi=obywateli=rodziców=pracowników narasta zniechęcenie do nauki i szkoły oraz rodzi się pogląd, że wiedza szkolna jest nieprzystępna i niepotrzebna w życiu. Uczniowie najgorzej radzący sobie z porcjami wiedzy, uświadamiają sobie, że szkoła ich nie lubi. Szkoła staje się dla większości drogą przez mękę. Pół biedy jeśli to jest mała męka. Gorzej gdy jest wielka i coraz większa, gdy urasta do katorgi. Jakie są wyniki badań w tej kwestii ? Znaczna część młodzieży (jak znaczna ?) traktuje naukę i szkołę jako „pańszczyznę”, a maturę jako wyzwolenie. Nawet studenci lekceważą swoją edukację, na co narzekają coraz częściej nauczyciele akademiccy.
Paradoksem jest to, że tak było, jest i będzie – bo choćbyśmy nie wiem jak wytężali się, to nie przeskoczymy krzywej Gaussa.
Skutki.
Skutków jest tak wiele, że nie wiem od czego zacząć. Więc może lepiej skończę tylko jednym, ale za to bardzo na czasie: młody człowiek, idący przez lata szkolne, od porażki do porażki, szuka okazji do spełnienia się, ekspresji swojego ja, do sukcesu – na przykład na stadionie.
Środki zaradcze.
- Jeśli tak jest, to co zmienić, jak zmienić, kto ma zmienić ?
- Halo ! A kto pyta ?!

Wiesław Mariański

Definicja szkoły

Maj 11th, 2011

Odtwarzam z pamięci trzy rozmowy.

Szkoła podstawowa, klasa 3:
- Niedługo będziecie już w czwartej klasie. Cieszycie się ?
Z entuzjazmem:
- Tak, ja najbardziej cieszę się, że będzie plastyka i muzyka.
- A ja, że przyroda.

Szkoła podstawowa, klasa piąta. Zajęcia pozalekcyjne, na które przyszło dwóch chłopców. W trakcie zajęć, jeden z nich odzywa się zupełnie nie na temat, w tonacji lekkiego zdziwienia i z nutką zachwytu:
- Jaka tu cisza i spokój … .

Gimnazjum, klasa pierwsza.
- Co wy tam robicie w tej szkole ?
Beznamiętnie, z lekkim cieniem irytacji:
- Nic, przygotowujemy się do sprawdzianów i testów.

Proszę o uzupełnienie poniższych zdań:
- człowiek uczęszcza do szkoły po to, żeby …
- fundamentalnym zadaniem szkoły jest …

Wiesław Mariański