Szkoła jakaś, szkoła nijaka

Nauczyciele realizują podstawę programową, zalecenia i instrukcje, uczą, sprawdzają, oceniają, prowadzą zajęcia dodatkowe – jedne dla uczniów zdolnych, inne dla słabych, organizują akcje, akademie, wycieczki, pełnią dyżury, doszkalają się. Omawiają wyniki swojej pracy, problemy i trudności na radach pedagogicznych i wywiadówkach. Każdy stara się wykonywać to wszystko jak potrafi najlepiej, sumiennie i z dużym zaangażowaniem. Efekty pracy nauczycieli budzą zadowolenie dyrekcji i władz, ponieważ średnie ocen i inne statystyki wypadają dobrze na tle gminy i województwa. Tak widzę typową polską szkołę w drugiej dekadzie XXI wieku. To jest szkoła nijaka.
Jako przykład szkoły ‘jakiejś’ widzę taką, w której działa system oceniania kształtującego OK ( http://www.ceo.org.pl/ok ). Pracę w tej szkole można opisać tymi samymi słowami jak wyżej. A jednak różnicę widzę ogromną – jak pomiędzy systemami geocentrycznym i heliocentrycznym. Nauczyciele i uczniowie robią to samo co w szkole nijakiej, ale robią to inaczej. Taka szkoła ma jakąś wizję i spójny system jej realizacji. Ta wizja jest żywa, obecna w codziennych działaniach, znają ją uczniowie i rodzice. System OK „wymusza” na wszystkich uczestnikach szkoły nieobojętność, konieczność ustosunkowania się do niego: jesteś jego zwolennikiem albo przeciwnikiem. Z kolei nauczyciele, którzy przeszli na OK oraz ich uczniowie „są zmuszeni” do praktycznych działań z wizją celów i metod. To stwarza okazję i konieczność (!) do większej aktywności, dialogu, dyskusji, współpracy, szczególnie między nauczycielami.
Jak zmienić szkołę ‘nijaką’ na ‘jakąś’ ? Wprowadzić jakiś system. Czy to będzie system OK, czy jakiś inny – to sprawa dyrekcji i nauczycieli. Jak wprowadzić taki system, kto ma to zrobić i dlaczego – to temat do dyskusji.

4 odpowiedzi do “Szkoła jakaś, szkoła nijaka”

  1. Danuta Sterna Says:

    Podpinam się z tematem obok.
    Jedna z moich korespondentek – mam gimnazjalisty napisała:

    Bawią mnie nowe egzaminy gimnazjalne. Na zebraniu dowiedzieliśmy się, że nikt nic nie wie, a próbne pisze się już w listopadzie.
    Musze sobie dać na wstrzymanie, żeby mój syn nie czul presji. To będzie mała matura. I znów to zbieranie punktów…
    Czasem nie umiem się znaleźć w sytuacji, gdzie z jednej strony wiem że system zawodzi, ale z drugiej wydaje się, że jak człowiek mu nie ulegnie to ma przechlapane. Szkoda ze trzeba tracić energie na takie głupoty.

    Takie wyzwanie przed uczniami i rodzicami….

    Danusia

  2. Wiesław Mariański Says:

    Myślę, że można zastosować taką skalę „ocen” dla obecnego systemu edukacji:
    uczeń/rodzic
    - ma entuzjazm do szkoły i nauki
    - ma chęć do nauki
    - nie ma chęci
    - odczuwa niechęć
    - ma wstręt do nauki i do szkoły
    Ciekawe jaka jest średnia i jaki rozkład.
    To jest naprawdę duży dylemat dla rodzica – jak reagować, co mówić dziecku, jak go wspierać. Kierować się zdrowymi zasadami w niezdrowym systemie. Kto żył w peerelu, miał okazję doświadczyć tych rozterek na różnych obszarach. Jedno jest możliwe: rodzice mogą aktywnie wspierać nauczycieli idących nowymi drogami.

  3. Danuta Sterna Says:

    Temat wart dyskusji.
    Jak rozmawiać z dzieckiem, gdy ma idiotę za nauczyciela?
    Danusia

  4. Wiesław Mariański Says:

    Oj ……….. . Nie wiem. Bardzo trudne pytanie.

Dodaj odpowiedź