Nauczyciel z powołania

Gdy słyszę postulat-marzenie-życzenie „w szkole powinni uczyć nauczyciele z powołania” , to nachodzą mnie wątpliwości.
- A dlaczego nie nauczyciele fachowcy-profesjonaliści
- 600.000 nauczycieli z powołania – czy to nie utopia ?
- Dlaczego tylko nauczyciele ? A kierowcy samochodów to nie ? Byłoby mniej przerwanych żyć.
- A co z nauczycielami nie z powołania ?
- Czy powołanie to jest coś danego raz na zawsze, czy może proces rozciągnięty w czasie ?
Przychodzą mi do głowy zdania, nie koniecznie słuszne:
- w dobrym systemie dobry i zły nauczyciel stają się coraz lepsi
- w złym systemie dobry i zły nauczyciel stają się coraz gorsi
- nauczyciel nigdy nie jest zupełnie samodzielny, zawsze jest elementem systemu
- najlepszy nauczyciel w złym systemie jest skazany na porażkę
- drużyna gwiazd grających indywidualnie jest mniej skuteczna od drużyny zdolnych grających zespołowo
- orkiestra zwykłych muzyków pod batutą wybitnego dyrygenta jest lepsza od orkiestry składającej się z wirtuozów pod dyrekcją złego dyrygenta

12 odpowiedzi do “Nauczyciel z powołania”

  1. Janina Huterska- Górecka Says:

    Zgadzam się.
    Powinni uczyć nauczyciele fachowcy- profesjonaliści.
    Ale jednocześnie nauczyciele z powołania – bo mają „duszę do zawodu”.
    Bez tego „dwa w jednym”, ciągle będzie coś kulało.
    Gdyby mi ktoś kazał wybierać między jednym a drugim – hmmm.. co po „duszy”, jeśli nie ma wiedzy, jak to robić? I zaraz nasuwa się odpowiedź – jeśli „czuję” – to będę poszukiwać wiedzy…
    Stawiam na wrażliwego fachowca – profesjonalistę.
    Dzieci się lubi – albo nie. Nauczyciela bez powołania odsyłam… daleko, gdziekolwiek!
    Co do porównań z orkiestrą – powiem tak: „grałam solo” w swojej pracy przez wiele lat, i mimo, że wtedy to była dla wielu „dziwna muzyka”, dziś muszą brać jej lekcje. Takie prawo.
    To może jednak orkiestra składająca się z wirtuozów? Siła dobrego?

  2. Sandra Walecka Says:

    Ciekawe podejście.

    Moją uwagę zwróciły zdania: „najlepszy nauczyciel w złym systemie jest skazany na porażkę” oraz „drużyna gwiazd grających indywidualnie jest mniej skuteczna od drużyny zdolnych grających zespołowo”.

    Niestety, wydaje mi się, że wiele czasu minie, nim nauczyciele się „obudzą” i wreszcie uświadomią sobie pewne kwestie. Przeraża mnie to, że młodzi, ci, którzy dopiero kończą studia, także nie mają takiego podejścia.

  3. Wiesław Mariański Says:

    Problem w tym, czy jest możliwe „zorganizowanie” sześciuset tysięcy nauczycieli z powołania, z duszą. Czy powołanie, dusza, charakter to są właściwości dane tylko niewielu ludziom ? Czy możne te właściwości kształtować i rozwijać ? „Zwykli” nauczyciele mają jakiś potencjał, jakieś predyspozycje. Tak samo jak uczniowie. Nie każdy może być nauczycielem. Ale czy to może być zawód elitarny ? Myślę, że tak, ale pod warunkiem, że będzie oparty na elitarnych zasadach, celach, metodach i liderach-dyrektorach.

  4. Wiesław Mariański Says:

    Większość z nas jest „zwykła”, a jednak w odpowiednich warunkach potrafimy zdobyć się na „niezwykłość”. Więcej na ten temat w następnym wpisie.

  5. super-teacherka Says:

    Wiele ciekawych myśli i pytań.
    Moim zdaniem wersja z dobrym dyrygentem jest najtrafniejsza. A i wirtuozi są potrzebni, by siać ferment, przecierać szlaki, zachwycać, poruszać.
    Z doświadczenia wiem, że zachęcający i motywujący dyrektor może zdziałać cuda. W złym systemie nawet i dobremu i ‘powołanemu’ nauczycielowi opadną prędzej czy później skrzydełka. Dobry ‘dyrygent’ nadaje ton, prowadzi i … jest po twojej stronie.

    Ps. mój nick powstał, gdy zakładałam konto na bloxie. Login ‘teacherka’ był już zajęty więc zaakceptowałam pierwszy zasugerowany: super-teacherka :) , ale do ideału mi daleko i codziennie zadaję sobie podobne pytania.
    Zaletą angielskiego systemu (w którym uczę) jest to, że nauczyciele przechodzą przez różne szkolenia, które pomaga

  6. super-teacherka Says:

    sorry, ucięło mi
    Zaletą angielskiego systemu (w którym uczę) jest to, że nauczyciele przechodzą przez różne szkolenia, które pomagają im stawiać powyższe pytania i częściowo znajdować odpowiedzi na nie. Dostają narzędzia, które szlifują ich jako pedagogów. Ponadto co roku przechodzą przez tzw. annual appraisal (jak wszycy pracownicy), na których szczerze mogą porozmawiać o swoich mocnych i słabych stonach, wyznaczyć cele nad jakimi chcieliby pracować, w którym kierunku się rozwijać (i nie chodzi tu tylko o awans zawodowy).

  7. Wiesław Mariański Says:

    „Zaletą angielskiego systemu (w którym uczę) jest to, że nauczyciele przechodzą przez różne szkolenia, które pomagają im stawiać powyższe pytania i częściowo znajdować odpowiedzi na nie.”
    To świetne spostrzeżenie. W naszej rzeczywistości widzę:
    - brak zaplanowanego systemu szkoleń
    - szkolenia bywają
    - jest dużo szkoleń na niby
    - jedni się szkolą, inni nie
    - największą korzyść ze szkoleń mają szkolący

  8. Danuta Sterna Says:

    Fajny temat się dokleił: współpraca nauczycieli w szkole.
    Najpierw trzeba by zdecydować co się za tym kryje. Prawie każdy nauczyciel zapytany powie, że współpracuje.
    Ale w jakiej dziedzinie?
    Uczyłam w wielu szkołach i w w większości ta współpraca była żadna.
    Danusia

  9. super-teacherka Says:

    W Anglii ta współpraca jest niejako wymuszona przez system, gdyż po pierwsze każdy nauczyciel, oprócz tego, że uczy swoją klasę, jest też koordynatorem jakiegoś przedmiotu na całą szkołę (na dany etap edukacyjny np. nauczanie początkowe – to oczywiście funcjonuje inaczej niż w Polsce). Taki koordynator intensywniej dokształca się w danej dziedzinie i musi też dostarczać ‘inspirujące’ materiały dydaktyczne, pomysły, pomoce, linki itp. innym nauczycielom i on jest niejako rozliczany za postępy uczniów w danym przedmiocie (rozliczany, to może złe słowo; musi on te postępy monitorować i ew. korygować).
    Po drugie (szczegolnie w klasach starszych, od 3 podstawówki) uczniowie są dzieleni na tzw. ability groups czyli w zależności od poziomu wiedzy i umiejętności i często nauczyciele uczą nie swoją klasę, tylko ‘mieszankę’ z 2-3 klas. To zmusza do współpracy i pomagania sobie nawzajem, choć ‘zmusza’ też nie jest najlepszym słowem.

  10. super-teacherka Says:

    „i często nauczyciele uczą nie swoją klasę, tylko ‘mieszankę’ z 2-3 klas.” – nie cały czas, tylko na wybranych zajęciach np. 2x w tygodniu (dot. to głównie matematyki, angielskiego i tzw. science ale rzadziej)

  11. Wiesław Mariański Says:

    super-teacherka – podajesz świetne przykłady. To są oczywiste oczywistości i tylko smutne, że „znów Zachód nas wyprzedza”.
    Słusznie mówisz , że słowo „zmusza” jest tu nie najlepsze. Po prosty odpowiedni system powoduje, że zaczynamy funkcjonować inaczej, lepiej.
    Wdrażanie wielu różnych systemów, czy tworzenie i udoskonalanie jednego, jednolitego i sterowanego centralnie ? Głosuję za pierwszym wariantem.

  12. Wiesław Mariański Says:

    „Uczyłam w wielu szkołach i w w większości ta współpraca była żadna.”
    Dlaczego ? Współpraca wymaga odpowiednich warunków. Tam gdzie jest jakaś wizja i spójny system zasad, celów i metod, atmosfera szacunku i zaufania, właściwy system kierowania – tam jest odpowiedni grunt dla współpracy. O tym piszę w najnowszym wpisie.

Dodaj odpowiedź